Cześć!
Piszę relację gdyż chciałem zapytać, czy komuś zdarzyły się podobne doznania jak mnie?
Na wstępie dodam że jestem wynalazcą co sprawia, iż mam dosyć podobne podejście jak naukowcy. Staram się badać różne zjawiska. Z takim też założeniem podjąłem się mojej pierwszej podróży z grzybami, która była też moim drugim kontaktem ze środkami psychoaktywnymi w życiu. Pierwszą był kontakt z truflami, który zakończył się niepowodzeniem. Cały czas było mi bowiem bardzo zimno i to uczucie zdominowało cały pierwszy – nieudany – eksperyment.
Eksperyment drugi, a zarazem pierwszy udany, odbył się po zażyciu około 3,5g suszonych Psilocybe cubensis. W trakcie odważania zorientowałem się że waga którą operuję, mimo iż elektroniczna i rzekomo bardzo precyzyjna, może przekłamywać o +/- 0,5g, więc realnie mogło być to między 3 a 4g.
Eksperyment zaczął się około 16:30 od zjedzenia pojedynczo każdego grzyba i dobrego ich przeżucia, co zajęło mi około 10 minut. Około 17:00 położyłem się do łóżka. Początkowo nic się nie działo, przysłoniłem więc żaluzje zmniejszając ilość światła w pomieszczeniu. Nadal nie było żadnych efektów, poza tym że zaczęło być mi zimno. Przypomniałem sobie, że przy poprzedniej nieudanej próbie doszło do podobnych efektów, dlatego wstałem i rozłożyłem na łóżku koc elektryczny, który podłączyłem i ustawiłem na grzanie. Po kilku - kilkunastu minutach zamknąłem oczy i zauważyłem, że widzę kolorowe wzory wypełniające czerń. Wzory te znikały gdy tylko otworzyłem oczy. Pojawiła mi się myśl, że wzory te przypominają trochę szumy w układach elektronicznych. Gdy otwierałem oczy sygnał „z kamer” tj. z oczu był na tyle silny że tłumił szumy, ale gdy je zamykałem pozostawały same szumy. W mojej ocenie miało to swoją logikę, gdyż sygnały z oczu są interpretowane w mózgu, podobnie jak obrazy z kamer mogą być interpretowane przez komputery i to właśnie tam dzieje się „obróbka sygnału”.
Cały eksperyment, poza aspektem poznawczym skupiony był na badaniu, czy będąc w stanie pobudzenia przez substancje aktywne możliwe są jakieś formy samopomocy. Po pierwszych eksperymentach ze wzrokiem i „szumami” zamknąłem więc oczy i zacząłem sprawdzać, czy uda mi się wybaczyć sobie, albo pozbyć się kompleksów. Okazało się że tak. Wizualnie wyglądało to jak lot komety startującej w pobliżu mojej głowy i lecącej w dół mojego ciała, eksplodującej na wysokości żołądka. Gdy „kometa” była w okolicach głowy uczucie to było przyjemne, zbliżając się w stronę żołądka zmieniało się, aż w momencie wybuchu „w żołądku” było nieprzyjemne. Trwało to jednak tylko chwilę. Pamiętam że zmierzyłem się tak z 3 lub 4 problemami, ale nie całkiem pamiętam już jakimi. Uznałem jednak że nie chcę mierzyć się z kolejnymi by nie powodować kolejnych „wybuchów w żołądku”. Postanowiłem że dalej „pozwiedzam” stan w którym się znalazłem.
Po kilku minutach cieszenia się tym stanem pomyślałem, że chce spróbuję rozprawić się z dręczącym mnie życiowym nieogarnięciem. Skupiłem się na tym i poczułem, że jest mi zimno. Kolorowe wzory przybrały zaś kształt ostrych trójkątów. Pomyślałem że skoro jest mi zimno, ale leżę na kocu elektrycznym który mnie grzeje, to jest to tylko kwestia czasu aż zbiorę energię by przezwyciężyć to zimno. Niestety nie dałem rady, mimo 2 czy 3 prób. Odpuściłem więc uznając że spróbuję jeszcze próżniej, a teraz dalej „pozwiedzam”.
Przez kilka minut cieszyłem się kolorowymi wzorami, które widziałem już przy otwartych oczach, o ile było ciemno. Stan w którym byłem był miły. Przyszło mi skojarzenie, że jestem „w panelu sterowania”, a te kolorowe kształty to odpowiednik muzyki, która ma nam umilać czas na infolinii gdy czekamy na połącznie. W moim odczuciu jednak tym razem nie chodziło o to że na coś czekałem. Chodziło o to, że będąc „w panelu sterowania” i nie wydając żadnych poleceń a jedynie będąc „w trybie jałowym” po prostu umilano mi w ten sposób czas. I dla jasności, pisząc o panelu sterowania nie mam na myśli jakiejś sterówki z przełącznikami, przyciskami, wajchami i pokrętłami, ani też Biosu komputera z listą poleceń. Mam na myśli stan w którym miałem wyobrażenie że mogłem zarządzać pewnymi rzeczami (też nie wszystkimi), którymi człowiek nie może zarządzać na co dzień, jak choćby właśnie wybaczaniem sobie.
Jeszcze przed rozpoczęciem eksperymentu czułem się nieco śpiący. Pomyślałem więc, że skoro już doszedłem do tego etapu „poznawania”, to teraz spróbuję zasnąć licząc że w czasie snu – miałem nadzieję że świadomego – uda mi się „odblokować” inne poziomy. Początkowo miałem wrażenie, że „system” wrzucił mnie do działu „rozrywka” i starał się uruchomić tamtejszego Netflixa. Miałem bowiem w głowie myśl, że zaraz udam się we wspaniałą podróż i zobaczę niesamowite rzeczy. Ja jednak skoncentrowany byłem na tym, by poza badaniem tego z czym się mierzę, badać także możliwości samopomocy za pośrednictwem tego stanu. Dlatego skoncentrowałem się na pewnym defekcie swojego ciała i „powiedziałem sobie”, że „nigdzie nie lecę” dopóki ten defekt nie zniknie. Aby upewnić się czy nadal tam jest, po prostu zacząłem dotykać tego defektu, by wiedzieć czy nadal tam jest.
Po tym jak przezwyciężyłem „tryb Netflixa”, czyli moment gdy jak mi się wydaje, mogłem udać się na jakąś „super przyjemną wycieczkę po granicach poznania” doznałem odczuć, które mogę zakwalifikować do grupy jednych z najdziwniejszych w życiu. Otóż odniosłem wrażenie, że „jestem kimś innym”, albo wręcz przeciwnie, że jestem bardziej sobą. Trudno opisać to słowami, bo chyba nie ma odpowiednich pojęć którymi można to nazwać. Najbliżej do opisu tego stanu byłoby chyba pojęciom takim jak „dusza” – ale bez religijnych kontekstów – „gracz” – ale bez poczucia jakiejś rywalizacji o stawkę w grze. Można by to porównać też do „Matrixa”, ale konwencja Matrixa zakładała pozbawienie kontroli i podporządkowanie komuś, a tutaj nie czułem czegoś takiego.
Co jednak ciekawe, ja i ta druga istota razem byliśmy jednym bytem o którym obaj myśleliśmy jako o sobie. Czasem bardziej czułem się nim, a czasem sobą, ale zawsze byłem nami. Gdy byłem bardziej nim patrzyłem na siebie w postaci ludzkiej i myślałem sobie, że w większości jestem nim, a ta mniejszość którą stanowi cielesna powłoka wraz z fizycznymi kontekstami ludzkiego życia – dom, praca, znajomi, dom etc. – są nieważne. Gdy jednak stawałem się bardziej sobą mówiłem do niego: „hej stary, jesteśmy przecież tym samym bytem, więc pomóż mi tutaj na tym moim materialnym planie”. Najpierw apelowałem do niego o pomoc w poradzeniu sobie z defektami fizycznymi. Potem zaś zmieniłem obszar „apeli” i zacząłem apelować do niego by pomógł mi/nam w projekcie który prowadzę. W pewnym momencie zrozumiałem jednak, że on go nie rozumie. Postanowiłem więc że mu go wytłumaczę. I tutaj natrafiłem na duże trudności z formułowaniem podstawowych pojęć. Elektron, napięcie, natężenie, prąd etc. to wszystko zdawało się nie do wyjaśnienia. Podjąłem próbę nazwania podstawowych pojęć i poczułem, iż jest to bardzo trudne. Dlatego odstąpiłem. Po chwili jednak uznałem, że mój projekt jest dla mnie bardzo ważny, dlatego podjąłem dwie kolejne próby. W czasie ostatniej próby odniosłem wrażenie, że udało mi się już w połowie nazwać podstawowe pojęcia w moim projekcie... i wtedy dość nagle trip się skończył. Jakby skończyły się monety / impulsy na karcie osobie dzwoniącej z budki telefonicznej.
Całość od zjedzenia pierwszego grzyba, do „skończenia się monet” trwała 3-4 godziny.
Gdy przystępowałem do tej próby spodziewałem się wielu różnych rzeczy, ale nie tego na co natrafiłem. Spisałem to co zaszło, gdyż chciałem zapytać o kilka rzeczy.
- Czy ktoś z Was próbował kiedyś panować nad trimpem?
- Czy mieliście kiedyś poczucie, że przyjemne doznania to jest „melodyjka na infolinii”, albo „Netflix”?
- Czy mieliście kiedyś poczucie bycia w trybie „panelu sterowania”?
- Czy zdarzyło się Wam kiedyś natrafić na „wyższą formę siebie”?
A może kiedyś spotkaliście się z opisami takich stanów w wykonaniu innych?
Dopuszczam wszelkie wyjaśnienia tego co odczuwałem, od mistycznych, poprzez psychoanalityczne po oparte o teorię kwantową lub koncepcje wielowymiarowe. Jako nowicjusz jestem też ciekaw Waszych opinii.
A jeśli ktoś lubi czasem totalnie odetchnąć od codzienności, to całkiem wygodną odskocznią okazała się dla mnie ostatnio mobilna
1win app której używam już bardziej „dla relaksu” niż czegokolwiek innego.