akcesoria do uprawy roślin
nasiona marihuany

Mój pierwszy raz z grzybami, czyli doszedłem tam gdzie nie spodziewałem się dojść... Psilocybe cubensis

Wyszukiwarka Forumowa:

#

Obsługa forum
Administrator
Weteran
Rejestracja
Maj 30, 2009
Postów
16,216
Rozwiązań
1
Buchów
18,589
Odznaki
1
zależy jescze o której godzinie sie urosziłeś jak np o pełnej masz jakis ukryty talent
No to sie wszystko zgadza, talentow mam tyle ze hoho, ukryte i jawne u mnie wystepuja.
 

natecmicrosoft

Well-known member
Rejestracja
Lut 4, 2019
Postów
138
Buchów
58
najwyższa formą rozwoju duchowego jest pokochac to czego nieda sie pokochać im więcej wrażliwości tym jestes leprzym człowiekiem
 

natecmicrosoft

Well-known member
Rejestracja
Lut 4, 2019
Postów
138
Buchów
58
ale jak np jestes mega wrażliwy i używasz środków psychoaktywnych mozesz miec psychoze
 

tymon_kucharski

New member
Rejestracja
Lis 22, 2025
Postów
1
Buchów
0
Cześć!

Piszę relację gdyż chciałem zapytać, czy komuś zdarzyły się podobne doznania jak mnie?

Na wstępie dodam że jestem wynalazcą co sprawia, iż mam dosyć podobne podejście jak naukowcy. Staram się badać różne zjawiska. Z takim też założeniem podjąłem się mojej pierwszej podróży z grzybami, która była też moim drugim kontaktem ze środkami psychoaktywnymi w życiu. Pierwszą był kontakt z truflami, który zakończył się niepowodzeniem. Cały czas było mi bowiem bardzo zimno i to uczucie zdominowało cały pierwszy – nieudany – eksperyment.

Eksperyment drugi, a zarazem pierwszy udany, odbył się po zażyciu około 3,5g suszonych Psilocybe cubensis. W trakcie odważania zorientowałem się że waga którą operuję, mimo iż elektroniczna i rzekomo bardzo precyzyjna, może przekłamywać o +/- 0,5g, więc realnie mogło być to między 3 a 4g.

Eksperyment zaczął się około 16:30 od zjedzenia pojedynczo każdego grzyba i dobrego ich przeżucia, co zajęło mi około 10 minut. Około 17:00 położyłem się do łóżka. Początkowo nic się nie działo, przysłoniłem więc żaluzje zmniejszając ilość światła w pomieszczeniu. Nadal nie było żadnych efektów, poza tym że zaczęło być mi zimno. Przypomniałem sobie, że przy poprzedniej nieudanej próbie doszło do podobnych efektów, dlatego wstałem i rozłożyłem na łóżku koc elektryczny, który podłączyłem i ustawiłem na grzanie. Po kilku - kilkunastu minutach zamknąłem oczy i zauważyłem, że widzę kolorowe wzory wypełniające czerń. Wzory te znikały gdy tylko otworzyłem oczy. Pojawiła mi się myśl, że wzory te przypominają trochę szumy w układach elektronicznych. Gdy otwierałem oczy sygnał „z kamer” tj. z oczu był na tyle silny że tłumił szumy, ale gdy je zamykałem pozostawały same szumy. W mojej ocenie miało to swoją logikę, gdyż sygnały z oczu są interpretowane w mózgu, podobnie jak obrazy z kamer mogą być interpretowane przez komputery i to właśnie tam dzieje się „obróbka sygnału”.

Cały eksperyment, poza aspektem poznawczym skupiony był na badaniu, czy będąc w stanie pobudzenia przez substancje aktywne możliwe są jakieś formy samopomocy. Po pierwszych eksperymentach ze wzrokiem i „szumami” zamknąłem więc oczy i zacząłem sprawdzać, czy uda mi się wybaczyć sobie, albo pozbyć się kompleksów. Okazało się że tak. Wizualnie wyglądało to jak lot komety startującej w pobliżu mojej głowy i lecącej w dół mojego ciała, eksplodującej na wysokości żołądka. Gdy „kometa” była w okolicach głowy uczucie to było przyjemne, zbliżając się w stronę żołądka zmieniało się, aż w momencie wybuchu „w żołądku” było nieprzyjemne. Trwało to jednak tylko chwilę. Pamiętam że zmierzyłem się tak z 3 lub 4 problemami, ale nie całkiem pamiętam już jakimi. Uznałem jednak że nie chcę mierzyć się z kolejnymi by nie powodować kolejnych „wybuchów w żołądku”. Postanowiłem że dalej „pozwiedzam” stan w którym się znalazłem.

Po kilku minutach cieszenia się tym stanem pomyślałem, że chce spróbuję rozprawić się z dręczącym mnie życiowym nieogarnięciem. Skupiłem się na tym i poczułem, że jest mi zimno. Kolorowe wzory przybrały zaś kształt ostrych trójkątów. Pomyślałem że skoro jest mi zimno, ale leżę na kocu elektrycznym który mnie grzeje, to jest to tylko kwestia czasu aż zbiorę energię by przezwyciężyć to zimno. Niestety nie dałem rady, mimo 2 czy 3 prób. Odpuściłem więc uznając że spróbuję jeszcze próżniej, a teraz dalej „pozwiedzam”.

Przez kilka minut cieszyłem się kolorowymi wzorami, które widziałem już przy otwartych oczach, o ile było ciemno. Stan w którym byłem był miły. Przyszło mi skojarzenie, że jestem „w panelu sterowania”, a te kolorowe kształty to odpowiednik muzyki, która ma nam umilać czas na infolinii gdy czekamy na połącznie. W moim odczuciu jednak tym razem nie chodziło o to że na coś czekałem. Chodziło o to, że będąc „w panelu sterowania” i nie wydając żadnych poleceń a jedynie będąc „w trybie jałowym” po prostu umilano mi w ten sposób czas. I dla jasności, pisząc o panelu sterowania nie mam na myśli jakiejś sterówki z przełącznikami, przyciskami, wajchami i pokrętłami, ani też Biosu komputera z listą poleceń. Mam na myśli stan w którym miałem wyobrażenie że mogłem zarządzać pewnymi rzeczami (też nie wszystkimi), którymi człowiek nie może zarządzać na co dzień, jak choćby właśnie wybaczaniem sobie.

Jeszcze przed rozpoczęciem eksperymentu czułem się nieco śpiący. Pomyślałem więc, że skoro już doszedłem do tego etapu „poznawania”, to teraz spróbuję zasnąć licząc że w czasie snu – miałem nadzieję że świadomego – uda mi się „odblokować” inne poziomy. Początkowo miałem wrażenie, że „system” wrzucił mnie do działu „rozrywka” i starał się uruchomić tamtejszego Netflixa. Miałem bowiem w głowie myśl, że zaraz udam się we wspaniałą podróż i zobaczę niesamowite rzeczy. Ja jednak skoncentrowany byłem na tym, by poza badaniem tego z czym się mierzę, badać także możliwości samopomocy za pośrednictwem tego stanu. Dlatego skoncentrowałem się na pewnym defekcie swojego ciała i „powiedziałem sobie”, że „nigdzie nie lecę” dopóki ten defekt nie zniknie. Aby upewnić się czy nadal tam jest, po prostu zacząłem dotykać tego defektu, by wiedzieć czy nadal tam jest.

Po tym jak przezwyciężyłem „tryb Netflixa”, czyli moment gdy jak mi się wydaje, mogłem udać się na jakąś „super przyjemną wycieczkę po granicach poznania” doznałem odczuć, które mogę zakwalifikować do grupy jednych z najdziwniejszych w życiu. Otóż odniosłem wrażenie, że „jestem kimś innym”, albo wręcz przeciwnie, że jestem bardziej sobą. Trudno opisać to słowami, bo chyba nie ma odpowiednich pojęć którymi można to nazwać. Najbliżej do opisu tego stanu byłoby chyba pojęciom takim jak „dusza” – ale bez religijnych kontekstów – „gracz” – ale bez poczucia jakiejś rywalizacji o stawkę w grze. Można by to porównać też do „Matrixa”, ale konwencja Matrixa zakładała pozbawienie kontroli i podporządkowanie komuś, a tutaj nie czułem czegoś takiego.

Co jednak ciekawe, ja i ta druga istota razem byliśmy jednym bytem o którym obaj myśleliśmy jako o sobie. Czasem bardziej czułem się nim, a czasem sobą, ale zawsze byłem nami. Gdy byłem bardziej nim patrzyłem na siebie w postaci ludzkiej i myślałem sobie, że w większości jestem nim, a ta mniejszość którą stanowi cielesna powłoka wraz z fizycznymi kontekstami ludzkiego życia – dom, praca, znajomi, dom etc. – są nieważne. Gdy jednak stawałem się bardziej sobą mówiłem do niego: „hej stary, jesteśmy przecież tym samym bytem, więc pomóż mi tutaj na tym moim materialnym planie”. Najpierw apelowałem do niego o pomoc w poradzeniu sobie z defektami fizycznymi. Potem zaś zmieniłem obszar „apeli” i zacząłem apelować do niego by pomógł mi/nam w projekcie który prowadzę. W pewnym momencie zrozumiałem jednak, że on go nie rozumie. Postanowiłem więc że mu go wytłumaczę. I tutaj natrafiłem na duże trudności z formułowaniem podstawowych pojęć. Elektron, napięcie, natężenie, prąd etc. to wszystko zdawało się nie do wyjaśnienia. Podjąłem próbę nazwania podstawowych pojęć i poczułem, iż jest to bardzo trudne. Dlatego odstąpiłem. Po chwili jednak uznałem, że mój projekt jest dla mnie bardzo ważny, dlatego podjąłem dwie kolejne próby. W czasie ostatniej próby odniosłem wrażenie, że udało mi się już w połowie nazwać podstawowe pojęcia w moim projekcie... i wtedy dość nagle trip się skończył. Jakby skończyły się monety / impulsy na karcie osobie dzwoniącej z budki telefonicznej.

Całość od zjedzenia pierwszego grzyba, do „skończenia się monet” trwała 3-4 godziny.

Gdy przystępowałem do tej próby spodziewałem się wielu różnych rzeczy, ale nie tego na co natrafiłem. Spisałem to co zaszło, gdyż chciałem zapytać o kilka rzeczy.
  • Czy ktoś z Was próbował kiedyś panować nad trimpem?
  • Czy mieliście kiedyś poczucie, że przyjemne doznania to jest „melodyjka na infolinii”, albo „Netflix”?
  • Czy mieliście kiedyś poczucie bycia w trybie „panelu sterowania”?
  • Czy zdarzyło się Wam kiedyś natrafić na „wyższą formę siebie”?
A może kiedyś spotkaliście się z opisami takich stanów w wykonaniu innych?

Dopuszczam wszelkie wyjaśnienia tego co odczuwałem, od mistycznych, poprzez psychoanalityczne po oparte o teorię kwantową lub koncepcje wielowymiarowe. Jako nowicjusz jestem też ciekaw Waszych opinii.

A jeśli ktoś lubi czasem totalnie odetchnąć od codzienności, to całkiem wygodną odskocznią okazała się dla mnie ostatnio mobilna 1win app której używam już bardziej „dla relaksu” niż czegokolwiek innego.
Hej
bardzo ciekawa i szczegółowa relacja, aż przyjemnie się czyta bo widać że naprawdę podszedłeś do tematu analitycznie i bez spiny


Co do Twoich pytań – tak, część tych rzeczy jest dość często opisywana przez ludzi z większym doświadczeniem, tylko każdy ujmuje to w innych słowach
To „panel sterowania” wielu kojarzy się z momentem, w którym mózg nagle pozwala dotknąć rzeczy normalnie niedostępnych, trochę jak debug mode w grach
Poczucie „drugiego siebie” albo „wyższej formy” też się zdarza i nie zawsze ma w ogóle mistyczny charakter – część ludzi opisuje to bardziej jak rozmowę z podświadomością albo jakimś zbiorem własnych przekonań odseparowanych od ego
A co do prób panowania nad tripem – to bardzo zależy od dawki i doświadczenia, ale generalnie im mocniej chcesz wymuszać kierunek, tym częściej trip i tak zabierze Cię tam, gdzie on chce


Fajnie, że podszedłeś do tego świadomie, ale pamiętaj też że to nie jest narzędzie terapeutyczne na komendę, tylko doświadczenie które potrafi dać wgląd, ale też potrafi zaskoczyć


Jeśli będziesz robił kolejne podejście, warto mieć sitter’a żeby nie musieć ogarniać wszystkiego sam i móc się skupić na doświadczeniu, a nie na logistyce


Chętnie poczytam co wyjdzie z następnych prób, jeśli będziesz jeszcze coś testował – naprawdę ciekawie to opisujesz.
 

JuJu_Seeds

Well-known member
Rejestracja
Kwi 6, 2025
Postów
117
Buchów
207
Patrząc na twój opis, jedną z rzeczy której możesz spróbować się przyjrzeć to potrzeba kontroli - siebie, własnego umysłu i rzeczywistości wokół. Twój światopogląd, sądząc po tym w jaki sposób opisujesz trip, wydaje się być oparty o wiarę w potęgę rozumu i racjonalizm. Być może powinieneś się bardziej otworzyć na to, że akceptacja siebie i miłość do siebie nie polega tylko na "programowaniu" swojego umysłu. Nasze ciało być może w pewnym stopniu może być "kontrolowane" za pomocą panelu sterowania - jak to opisałeś. Jednak warto się zastanowić, czy poza materialną powłoką, człowiek jest czymś więcej (w naszej kulturze nazwano to duszą), czy ciało to kres naszego istnienia. Jeżeli zdecydujemy się otworzyć na możliwość, że nasze ciało to tylko fragment tego, kim tak na prawdę jesteśmy, to powinniśmy się otworzyć też na możliwość, że nasz analityczny umysł i racjonalizm nie jest w stanie badać tego, co jest dalej - rozum w pewien sposób należy do ciała. Zatem aby przekroczyć granicę wyznaczoną murem materii musimy pozwolić myślom odpłynąć - przestać kontrolować to, co się pojawia w głowie, przestać próbować nadawać sens temu, co się pojawia w głowie, przestać zatrzymywać to, co się pojawia w głowie i przestać nadawać wielkie znaczenie temu, co się pojawia w głowie. Innymi słowy, pozwolić rzeczywistości "dziać się", "płynąć". Dopiero w takim stanie, BYĆ MOŻE, moglibyśmy choć trochę spojrzeć na przykład na drzewo takie, jakie jest, bez myślenia o tym, jakie nam się wydaje (zielone, duże, małe, stare, młode, chore, zdrowe, ładne, piękne). Spojrzeć na drzewo, bez oceniania i bez przypisywania mu cech, które sami tworzymy, które należą do nas, a nie do drzewa. I w takim stanie moglibyśmy na nowo zacząć też spoglądać na to kim my jesteśmy wobec tego drzewa, jakie jest nasze miejsce przy drzewie itd. Wtedy może dojdziemy do wniosku, że zamiast opisywać, badać i ulepszać świat, aby móc poczuć miłość i akceptację do siebie samego (i drzewa) wystarczy po prostu przestać zadawać pytania, przestać szukać i dać się poprowadzić. Po prostu być i nic ponad to. I wtedy moglibyśmy poczuć tą radość, przyjemność i pełnię w której problemy/defekty z którymi próbujesz sobie poradzić przestają mieć znaczenie.

W kontekście twojego tripa, jedną z takich rzeczy może być moment, w którym podzieliłeś siebie na dwa osobne byty - ja i on, świadomość i nieświadomość. To mógłby być symbol braku zjednoczenia. Moment podziału jedni w dwa to też obraz pewnego rodzaju konfliktu. Moment w którym doskonałość/bóstwo dzieli się na to, co dobre/złe, ponad/niżej, boga/człowieka. Moment, w którym umysł zaczyna dzielić rzeczy, racjonalizować, spoglądać. Ma to oczywiście sens dla rozumu, bo żeby jedna rzecz mogła zostać zaobserwowana, musi być też obserwujący, więc dla racjonalnego rozumu nie może istnieć wszystko w jednym. I to jest granica, którą trzeba przekroczyć, jeśli chcemy zobaczyć świat poza tym, jakim widzi go nasze ego. Uśmiercenie ego to jedna z najtrudniejszych rzeczy dla wielu ludzi podczas psychodelicznych podróży, bo wymaga pełnego zaufania temu, co się dzieje. Często też dla wielu ludzi jest to traumatyczne. A sądząc po twoim opisie nie jesteś nawet blisko tego momentu, choć widać w nim ten przebłysk pod postacią właśnie symbolu dwójki.

Apelowanie o pomoc nad projektem i moment, w którym "on tego projektu nie rozumie" i próba tłumaczenia go to też poniekąd symbol tego, że nie potrafisz po prostu pozwolić sobie być. Grzyby nie mogą przed tobą otworzyć pełnego "doświadczenia jedni", bo trzymasz się tego rozumu. On tego nie rozumie, bo jesteś przywiązany do pewnych rzeczy. Rzeczy są kruche, tymczasowe - wszystko się pojawia, znika, pojawia, znika, cały czas się zmienia. Próbujesz uchwycić pewien moment, ale w chwili, w której próbujesz uchwycić ten moment, on już jest czymś innym. Nasze ego za pomocą rozumu może próbować zamknąć tą zmianę i próbować ją wytłumaczyć, uzasadnić, zatrzymać - ale jest ono tak samo zmieniającym się bytem, ciągłą ewolucją, pewnego rodzaju chaosem, który się po prostu dzieje. Trudności z formuowaniem podstawowych pojęć mogły ci próbować pokazać właśnie to przywiązanie i że te pojęcia to tylko obrazy w głowie, a nie rzeczywistość. Próbowałeś wytłumaczyć sobie swoją włsną iluzję, jaką twoje ego tworzy próbując funkcjonować w świecie (a bez ego nie moglibyśmy żyć w codzienności bez zwiariowania :) ).

Miałeś epizod, w którym "mogłeś się udać na super przyjemną wycieczkę po granicach poznania". Być może właśnie tam mogłeś się udać, ale wolałeś ten "tryb Netflixa" przezwyciężyć. Zwalczyć, zamiast poznać i doświadczyć. To mogłoby oznaczać, że lęki z którymi się mierzysz mają jeszcze zbyt dużą kontrolę nad tobą i nad twoim życiem. One w dużej mierze wpływają na to, jak kreujesz włąsną tożsamość i kim jesteś. A możesz być ponad tymi lękami, bo one nie są tobą. Sam je tworzysz i sam możesz je też zniszczyć.

Według mnie ważną rzeczą w doświadczeniach psychodelicznych jest integracja tego doświadczenia. Zastanów się może nad tym, co przeżyłeś, czy symbole, które widziałeś mogą cię czegoś nauczyć i jak te nauki wprowadzić w życie. Warto też poeksperymentować z ćwiczeniami oddechowymi, medytacją i ćwiczeniami fizycznymi pogłębiającymi świadomość czym jest ciało (ćwiczeniami, które pozwalają czuć swoje ciało i być go świadomym, na przykład joga, czy kalistenika). Może warto też dodać jakieś ćwiczenia własnego rozumu i granic pojmowania rzeczywistości w czysto teoretycznej perspektywie, lecz w logicznych ramach (filozofia). To wszystko pomaga nie tylko podnieść własną samoocenę, ale również zjednoczyć wiele aspektów związanych z tym, kim być może jest człowiek (ciało, rozum, duch, pragnienia) i lepić z nich własną tożsamość, w której się dobrze czujemy.

I pamiętaj, że otwieranie się w naszym społeczeństwie jest bardzo trudne. Nasza zachodnia kultura, oparta na neoplatonistycznych poprzekręcanych i źle zrozumianych myślach to kultura w której doświadczenia psychodeliczne są traktowane jak "hehe naćpałeś się". Nie pozwól sobie zabrać możliwości, jakie takie doświadczenia dają i zignoruj wszystkie komentarze pod tym wątkiem, bo nie rozumiemy psychodelików nawet w połowie, a wydaje nam się, że lepiej wyśmiewać innych za to, że się "hehe naćpali", zamiast napisać coś konstruktywnego i pomóc przejść z doświadczenia do integracji. Każdy z nas jest wychowywany na tym, co się mówi w szkole i telewizji. To jest ten Matrix, z którego ciężko się wydostać, bo to oznacza wydostanie się z konstruktu, który sami sobie tworzymy. To trochę jak zabicie siebie, po to żeby móc narodzić się na nowo. A to bardzo trudna rzecz przyznać, że to co myślałem i z czym się identyfikowałem jest błędem, a ja jestem tak samo głupi jak każdy, z którego się śmiałem :)
 
Ostatnia edycja:

Z kodem HASZYSZ dostajesz 20% zniżki w sprawdzonym sklepie Growbox.pl na wszystko! akcesoria do uprawy roślin

Sklep z nasionami marihuany


Polecana klinika konopna GreenDoctor.pl


Sklep z growkitami grzybów Z kodem HASZYSZ dostajesz 10% zniżki

Góra Dół