Jakiś czas temu miałem mały przypał i policja zabrała mi laptopa. Nie ma na nim w zasadzie nic nielegalnego, ale przypomniałem sobie jedno zdjęcie z mojego spota. Foto co prawda usunięte, ale może będą odzyskiwali dane, i wtedy mogą je także odzyskać. Nie jestem pewny, czy miałem włączone szyfrowanie dysku, bo od tego najwięcej zależy.
Jako, że jestem głupi, to prawdopodobnie w zdjęciu był zapisany exif i lokalizacja gps (dopiero po zrobieniu zdjęcia i jego późniejszym usunięciu wyłączyłem opcje dodawania lokalizacji do zdjęć). (zdjęcia wrzucają mi się z telefonu na komputer automatycznie)
Na spocie jest kilka roślinek i teraz pytanie - wyrwać je w piz*u i zniszczyć, czy w razie czego np. powiedzieć, że znalazłem czyjeś miejsce i zrobiłem tylko zdjęcie? Na nawozy, czy narzędzia mam podkładkę, bo powiedzmy, ze prowadzę ogródek.
Zarzuty mam za posiadanie (jakaś śmieszna ilość typu 0,3), pewnie będzie umorzenie, i piractwo (w sumie to się zdziwią, bo nic tam nielegalnego nie mam). Sprawa pewnie będzie się ciągnęła sporo, nie wiem jakie możliwości pod względem informatycznym ma polska policja i ile im zajmie zbadanie komputera, ale generalnie mam chwilę czasu na działanie. Z jednej strony bym wszystko wyrwał, z drugiej może to być równie dobrze potraktowane jako niszczenie dowodów później (i szkoda mi w sumie tego, jeśli do zdjęcia jednak nie dojdą).
Co polecacie panie i panowie, bo mam mega dylemat.
Zapobiegać i rwać, czy poczekać na "chorobę" i leczyć?
Jako, że jestem głupi, to prawdopodobnie w zdjęciu był zapisany exif i lokalizacja gps (dopiero po zrobieniu zdjęcia i jego późniejszym usunięciu wyłączyłem opcje dodawania lokalizacji do zdjęć). (zdjęcia wrzucają mi się z telefonu na komputer automatycznie)
Na spocie jest kilka roślinek i teraz pytanie - wyrwać je w piz*u i zniszczyć, czy w razie czego np. powiedzieć, że znalazłem czyjeś miejsce i zrobiłem tylko zdjęcie? Na nawozy, czy narzędzia mam podkładkę, bo powiedzmy, ze prowadzę ogródek.
Zarzuty mam za posiadanie (jakaś śmieszna ilość typu 0,3), pewnie będzie umorzenie, i piractwo (w sumie to się zdziwią, bo nic tam nielegalnego nie mam). Sprawa pewnie będzie się ciągnęła sporo, nie wiem jakie możliwości pod względem informatycznym ma polska policja i ile im zajmie zbadanie komputera, ale generalnie mam chwilę czasu na działanie. Z jednej strony bym wszystko wyrwał, z drugiej może to być równie dobrze potraktowane jako niszczenie dowodów później (i szkoda mi w sumie tego, jeśli do zdjęcia jednak nie dojdą).
Co polecacie panie i panowie, bo mam mega dylemat.
Zapobiegać i rwać, czy poczekać na "chorobę" i leczyć?




