- Rejestracja
- Kwi 21, 2008
- Postów
- 496
- Buchów
- 42
Jakiś czas temu zaczeła się moja przykra przygoda z wciornastkami.
Po miesiącach zmagań i kombinacji chemiczno militarnych udało mi się wypracować skuteczne rozwiązanie.
WSZYSTKIE MAŁE K***Y UMARŁY!
Ale zacznijmy od początku...
Wikipedia o tych szmatach opowiada:
Wciornastki (Thysanoptera, Physapoda syn. przylżeńce, tripsy ang. thrips) – rząd owadów obejmujący ok. 5 tys. gatunków (w Polsce ok. 220) Są to zwierzęta kosmopolityczne. Większość wciornastków żywi się sokami i tkankami roślinnymi, jednak są wśród nich gatunki grzybożerne, drewnożerne, jak również drapieżne (żywiące się larwami i jajami innych drobnych bezkręgowców). Część wciornastków to potencjalne szkodniki upraw, obok strat związanych ze zjadaniem tkanek roślinnych są również przenosicielami wirusów, bakterii i grzybów chorobotwórczych. Owady te stały się szkodnikiem techniki, ponieważ potrafią dostawać się do matryc ekranów LCD, skąd bardzo trudno je wydostać. Drobne owady 1–3 mm długości (wyjątkowo tropikalne gatunki 20 mm). Aparat gębowy kłująco-ssący, skrzydła wyposażone są w szczecinki zwiększające powierzchnię lotną, odnóża kroczne z tzw. przylgą. Owady te przechodzą rozwój z przeobrażeniem niezupełnym, ich larwa wyglądem przypomina postać dorosłą.
Tak wyglądają liście zaatakowane przez te latające k***y:
Cykl życiowy:
Jak poznać, że te suki się ugościły?
Wbrew pozorom stosunkowo łatwo, wystarczy podlać pomidora wodą z odrobiną cukru. Szmaty są łase na słodkie i wylezą z pod ziemi w poszukiwaniu wszamy. Wożą się po doniczce i okolicach takie małe szare przecinki o długości poniżej 1,5mm. Niemiłe, nieuprzejme nawet specjalnie ładne nie są. Prawdopodobnie śmierdzi im z ryja.
Moje planty rosną w coco, i najwyraźniej takie podłoże bardzo wciornastkom odpowiada, bo po każdym podlewaniu na powierzchnię wyłaziły dosłownie tysiące.
Runda pierwsza:
Spruzit 50ml
Główny morderca w składzie:
Pyretrum - naturalny pestycyd otrzymywany ze sproszkowanych koszyków kwiatowych niektórych złocieni (np. ze złocienia dalmatyńskiego Chrysanthemum cinerariaefolium), które zawierają 1,2-1,8% pyretryn. Substancje czynne wywierają "efekt uderzeniowy" (knock-down effect), porażając system nerwowy i układ mięśniowy, np. owadów (głownie pluskiew). Jest to proces odwracalny, jeśli nie zostanie zastosowana dawka śmiertelna. Historia stosowania pyretryn do zwalczania organizmów niepożądanych sięga Starożytnej Persji i Chin.
Planty były jeszcze bardzo młode, początek wega. Po spryskaniu plantów i coco roztorem 1% wszystko wyglądało ładnie, przez jeden dzień nie było widać tych brudnych dziwek, potem pokazały się ze zdwojoną siłą. Ogólnie to śmieją się z pyretrum. Za to do śmiechu nie było moim pomidorkom, były zdecydowanie za młode na taki oprysk i przeżyły koszmarny stres chemiczny. Odbiły dopiero po trzech tygodniach. Jednym słowem tragedia.
Runda druga:
Provado Combi Pin
Główny morderca w składzie:
Imidachlopryd, koszmarna trucizna działająca systemowo. Roślina wciąga ją do swoich tkanek i trzyma przez kilka tygodni. Jeżeli w tym czasie k***y będą chciały się wypasać to będą miały lipe.
Poszły dwie pałki, po jednej na każdą roślinę. I co? Gówno.
Wciornastki miały się doskonale, z każdym dniem było ich coraz więcej.
A do tego, teraz będe musiał czekać przynajmniej 12 tygodni zanim trucizna wyjdzie z pomidorów. Spodziewałem się wiecej po firmie która produkowała cyklon b, gaz musztardowy i heroine. Obniżyli loty.
Runda trzecia:
Kupiłem jeszcze dwa preparaty do pryskania, telstar 100 i vermitec 018 ale musiałem spasować bo planty zaczeły kwitnąć a takim świństwem po kwiatkach nie wolno. Kolejna kasa w kubeł.
W międzyczasię zaczęło coraz więcej latać tego dziadowstwa po boxie. Jak tylko pojawiły się pierwsze trichromy to zaczęły się do nich przylepiać.
Jak ja tych kur*w nienawidze!
Runda czwarta:
Niebieskie tablice lepne.
W du*e sobie można przykleić. Marna skuteczność i nie rozwiązują problemu.
Runda piąta:
W ostatecznym akcie desperacji wpadłem na genialny pomysł. Kupiłem takie oto cudo:
Płytka na owady Expel
Postawiłem na zewnątrz boxa, zaraz przy wentylatorze wciągającym powietrze. I co? KO!
Po jednym dniu WSZYSTKIE MAŁE K***Y BYŁY MARTWE, nic nie pełza po kokosie, nic nie lata. Jest pięknie i cudownie. I to za jedyne 11zł! Roślinki zniosły tą terapię idealnie. A ja mam poczucie spełnienia i radości.
Zabijanie latająco pełzających kur*w jest takie przyjemne.
Po miesiącach zmagań i kombinacji chemiczno militarnych udało mi się wypracować skuteczne rozwiązanie.
WSZYSTKIE MAŁE K***Y UMARŁY!
Ale zacznijmy od początku...
Wikipedia o tych szmatach opowiada:
Wciornastki (Thysanoptera, Physapoda syn. przylżeńce, tripsy ang. thrips) – rząd owadów obejmujący ok. 5 tys. gatunków (w Polsce ok. 220) Są to zwierzęta kosmopolityczne. Większość wciornastków żywi się sokami i tkankami roślinnymi, jednak są wśród nich gatunki grzybożerne, drewnożerne, jak również drapieżne (żywiące się larwami i jajami innych drobnych bezkręgowców). Część wciornastków to potencjalne szkodniki upraw, obok strat związanych ze zjadaniem tkanek roślinnych są również przenosicielami wirusów, bakterii i grzybów chorobotwórczych. Owady te stały się szkodnikiem techniki, ponieważ potrafią dostawać się do matryc ekranów LCD, skąd bardzo trudno je wydostać. Drobne owady 1–3 mm długości (wyjątkowo tropikalne gatunki 20 mm). Aparat gębowy kłująco-ssący, skrzydła wyposażone są w szczecinki zwiększające powierzchnię lotną, odnóża kroczne z tzw. przylgą. Owady te przechodzą rozwój z przeobrażeniem niezupełnym, ich larwa wyglądem przypomina postać dorosłą.
Tak wyglądają liście zaatakowane przez te latające k***y:
Cykl życiowy:
Jak poznać, że te suki się ugościły?
Wbrew pozorom stosunkowo łatwo, wystarczy podlać pomidora wodą z odrobiną cukru. Szmaty są łase na słodkie i wylezą z pod ziemi w poszukiwaniu wszamy. Wożą się po doniczce i okolicach takie małe szare przecinki o długości poniżej 1,5mm. Niemiłe, nieuprzejme nawet specjalnie ładne nie są. Prawdopodobnie śmierdzi im z ryja.
Moje planty rosną w coco, i najwyraźniej takie podłoże bardzo wciornastkom odpowiada, bo po każdym podlewaniu na powierzchnię wyłaziły dosłownie tysiące.
Runda pierwsza:
Spruzit 50ml
Główny morderca w składzie:
Pyretrum - naturalny pestycyd otrzymywany ze sproszkowanych koszyków kwiatowych niektórych złocieni (np. ze złocienia dalmatyńskiego Chrysanthemum cinerariaefolium), które zawierają 1,2-1,8% pyretryn. Substancje czynne wywierają "efekt uderzeniowy" (knock-down effect), porażając system nerwowy i układ mięśniowy, np. owadów (głownie pluskiew). Jest to proces odwracalny, jeśli nie zostanie zastosowana dawka śmiertelna. Historia stosowania pyretryn do zwalczania organizmów niepożądanych sięga Starożytnej Persji i Chin.
Planty były jeszcze bardzo młode, początek wega. Po spryskaniu plantów i coco roztorem 1% wszystko wyglądało ładnie, przez jeden dzień nie było widać tych brudnych dziwek, potem pokazały się ze zdwojoną siłą. Ogólnie to śmieją się z pyretrum. Za to do śmiechu nie było moim pomidorkom, były zdecydowanie za młode na taki oprysk i przeżyły koszmarny stres chemiczny. Odbiły dopiero po trzech tygodniach. Jednym słowem tragedia.
Runda druga:
Provado Combi Pin
Główny morderca w składzie:
Imidachlopryd, koszmarna trucizna działająca systemowo. Roślina wciąga ją do swoich tkanek i trzyma przez kilka tygodni. Jeżeli w tym czasie k***y będą chciały się wypasać to będą miały lipe.
Poszły dwie pałki, po jednej na każdą roślinę. I co? Gówno.
Wciornastki miały się doskonale, z każdym dniem było ich coraz więcej.
A do tego, teraz będe musiał czekać przynajmniej 12 tygodni zanim trucizna wyjdzie z pomidorów. Spodziewałem się wiecej po firmie która produkowała cyklon b, gaz musztardowy i heroine. Obniżyli loty.
Runda trzecia:
Kupiłem jeszcze dwa preparaty do pryskania, telstar 100 i vermitec 018 ale musiałem spasować bo planty zaczeły kwitnąć a takim świństwem po kwiatkach nie wolno. Kolejna kasa w kubeł.
W międzyczasię zaczęło coraz więcej latać tego dziadowstwa po boxie. Jak tylko pojawiły się pierwsze trichromy to zaczęły się do nich przylepiać.
Jak ja tych kur*w nienawidze!
Runda czwarta:
Niebieskie tablice lepne.
W du*e sobie można przykleić. Marna skuteczność i nie rozwiązują problemu.
Runda piąta:
W ostatecznym akcie desperacji wpadłem na genialny pomysł. Kupiłem takie oto cudo:
Płytka na owady Expel
Postawiłem na zewnątrz boxa, zaraz przy wentylatorze wciągającym powietrze. I co? KO!
Po jednym dniu WSZYSTKIE MAŁE K***Y BYŁY MARTWE, nic nie pełza po kokosie, nic nie lata. Jest pięknie i cudownie. I to za jedyne 11zł! Roślinki zniosły tą terapię idealnie. A ja mam poczucie spełnienia i radości.
Zabijanie latająco pełzających kur*w jest takie przyjemne.




